Takiego zawodu wielu smakoszy piwa mogłoby tylko pozazdrościć. Przez 10 lat brazylijski browar Ambev zatrudniał kipera, którego jedyną pracą było... picie piwa. Codziennie wypijał prawie dwa litry złocistego trunku, by ocenić jego smak. A teraz dostanie jeszcze 50 tysięcy dolarów za to, że przez pracę stał się alkoholikiem.
Każdy dzień pracy kiper kończył na lekkim rauszu. I to zupełnie oficjalnie. W ciągu ośmiu godzin pracy wypijał od 16 do 25 małych szklaneczek piwa. W sumie dwa
litry. Dostawał także butelkę do domu. Po 10 latach uznał, że jest alkoholikiem i pozwał do sądu swojego pracodawcę. Zarzucił browarowi, że nie zrobił nic, by uchronić go przed
nałogiem.
Browar twierdził, że mężczyzna już wcześniej był alkoholikiem. Wybrał taką pracę, bo była dla niego wręcz wymarzona. Sąd uznał, że to także błąd. Zatrudniać alkoholika do takiej pracy to jakby dać piromanowi zapałki. Za taką nieodpowiedzialność sąd zarządził odszkodowanie - 50 tysięcy dolarów.
Jednym z argumentów sędziego był fakt, że mężczyzna nigdy nie wypoczywał. Nawet wakacje wyglądały u niego jak praca. Codziennie musiał wypijać dwa litry piwa. A co to za odpoczynek, który nie różni się od pracy?
Browar twierdził, że mężczyzna już wcześniej był alkoholikiem. Wybrał taką pracę, bo była dla niego wręcz wymarzona. Sąd uznał, że to także błąd. Zatrudniać alkoholika do takiej pracy to jakby dać piromanowi zapałki. Za taką nieodpowiedzialność sąd zarządził odszkodowanie - 50 tysięcy dolarów.
Jednym z argumentów sędziego był fakt, że mężczyzna nigdy nie wypoczywał. Nawet wakacje wyglądały u niego jak praca. Codziennie musiał wypijać dwa litry piwa. A co to za odpoczynek, który nie różni się od pracy?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|