Prezydenta - jak nazwano mamuta - nie kupiło muzeum ani uniwersytet. Jego właścicielem stał się prywatny kolekcjoner z Europy. Dom aukcyjny nie chce ujawnić jego nazwiska, by nie skusić złodziei.
Mężczyzna bez żadnych problemów przelicytował wszystkie państwowe instytucje, którym ślinka ciekła na myśl o tym, że mamut stanie u nich, by zwiedzający czy studenci mogli oglądać prehistorycznego kolosa. Stało się jednak inaczej. Szkielet wyląduje gdzieś w posiadłości, gdzie zobaczą go jedynie nieliczni. Szkoda.
Cena "Prezydenta" dwukrotnie przebiła dotychczasowy rekord. Rok temu za podobnego mamuta zapłacono "jedynie" 254 300 dolarów.
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
