Dennis Cocken jechał za piratem, by zatrzymać kierowcę. Ten nagle zahamował. Szeryf jechał za blisko i wjechał piratowi w bagażnik. Prawnicy departamentu policji uznali, że szeryf postępował według zasad. Jednak on sam nie uznał tego tłumaczenia.
"Jako szeryf mam przestrzegać prawa. Jak mogę wymagać od innych, by nie łamali przepisów, gdy sam spowodowałem wypadek" - mówił. Dlatego zrobił to, co zrobiłby każdemu innemu kierowcy za tak niebezpieczną jazdę - wypisał sobie mandat na 160 dolarów, który zapłacił do miejskiej kasy.
To nie pierwszy taki przypadek w USA. Wcześniej komisarz Dick Knoebel z miasteczka Kewaskum wystawił sobie mandat na 235 dolarów za wyprzedzenie szkolnego autobusu.
I dlatego właśnie Amerykanie wiedzą, że pilnują ich funkcjonariusze, którzy reagują na każde złamanie prawa. Nawet jeśli to oni sami łamią przepisy.