Atak nastąpił o świcie. Z odmętów Atlantyku, u wybrzeży Florydy, wyłoniła się dwumetrowa makrela. Jak rakieta wystrzelona z łodzi podwodnej wpadła do małego kutra i zatopiła zęby w nodze Josha Landina. Sto szwów długo będzie mu przypominać ten pechowy wypad na ryby.
Odwrócony do niej bokiem Landin pochłonięty był nadziewaniem przynęty na haczyk. Obecność makreli stwierdził dopiero w chwili, gdy układ nerwowy dał mu znać o kilku rzędach ostrych zębów, przebijających jego skórę. Makrela szamotała się chwilę, po czym z dużym pluskiem zanurkowała w wodzie.
"To było jak ze snu" - opowiadał przejęty kolega Landina. "Patrzyłem na tę małą rybkę, pływającą pod łodzią, a sekundę później - jak za dotknięciem magicznej różdżki - malutka rybka stała się dwumetrowym kolosem, atakującym nas w środku łodzi" - relacjonował mężczyzna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|