Zasady przeszkadzają w życiu. Boleśnie przekonali się o tym buddyjscy mnisi z malezyjskiego klasztoru. W świątyni pojawiła się kolonia niebezpiecznych mrówek, które mnichów gryzą. Ale oni przysięgali, że nie skrzywdzą żadnego żywego stworzenia. I mają nie lada problem.
Na mrówki nie ma żadnej metody. Mnisi próbowali użyć odkurzacza, by wciągnąć wszystkie insekty i wypuścić je w pobliskim lesie. Ale to nie pomogło. Firmy, które chciałyby pomóc klasztorowi, są odsyłane z kwitkiem, bo one usuwają mrówki, zabijając je. A na to, z kolei, mnisi się zgodzić nie mogą.
Opat Boon Keng mówi, że żaden mnich nie może zabić insekta, który go ugryzie. Trzeba go delikatnie strząsnąć. Tylko w ten sposób nie złamie się zasad.
Jednocześnie opat twierdzi, że to dla mnichów znakomity, choć uciążliwy, test. Bo przekonują się, że przysięga to nie wszystko. Trzeba jeszcze obietnice wypełnić w życiu codziennym. Nawet jeśli to oznacza ból albo pieczenie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz