Aktorstwo wykańcza Borysa Szyca. Jeden z najbardziej rozchwytywanych aktorów młodego pokolenia nie wytrzymał morderczego tempa i podczas premiery we Włocławku filmu "Testosteron" ze zmęczenia słaniał się na nogach. Publiczność szczerze mu współczuła.
Piątek, godzina 20. Włocławskie Multikino zapełnia się po brzegi gośćmi zaproszonymi na premierową projekcję komedii "Testosteron". Wśród nich
pojawia się odtwórca jednej z głównych ról, aktor Borys Szyc z koleżanką z planu Aleksandrą Kisio. Po słynnym twardzielu Kruszonie z "Oficerów" widać znużenie. Po cichu
wymyka się z sali, gdzie odbywa się projekcja - pisze "Fakt".
Po zasłużonej przerwie regeneracyjnej podczas projekcji "Testosteronu" Szyc wrócił do kina, by spotkać się z widzami. Ale "wypoczynek" poza kinem niewiele dał. Ba, nawet zmęczył go jeszcze bardziej. Choć głowa opadała mu ze zmęczenia na barki, a oczy zamykały się jak pod naporem wielkiego ciężaru, aktor długo się nie poddawał. Dzielnie podjął walkę z gwałtownym atakiem senności, a zebrana w kinie publiczność z przerażeniem obserwowała, ile kosztuje go to wysiłku. Koledzy po fachu rzucili się wspomagać go pobudzającymi szturchańcami. Sam Szyc długo nie mógł znaleźć w fotelu wygodnej pozy, by jego śmiertelnie zmęczone członki mogły odpocząć. Gdy już się to udało, aktor podjął próbę nawiązania kontaktu z publicznością.
Co prawda, mówienie przychodziło mu z wyraźnym trudem, ale zdołał wybełkotać kilka niezrozumiałych słów. Wywołały falę zdumienia wśród zgromadzonych kinomanów. Szyc uśmiechnął się jeszcze radośnie - i to był tego wieczoru ostatni podryg zmęczonego sukcesem gwiazdora. Borys omotał ciężką jak kamień głowę w kaptur, wtulił ją między ramiona i zapadł w zasłużoną drzemkę zwinięty w rozkoszny kłębek.
Po zasłużonej przerwie regeneracyjnej podczas projekcji "Testosteronu" Szyc wrócił do kina, by spotkać się z widzami. Ale "wypoczynek" poza kinem niewiele dał. Ba, nawet zmęczył go jeszcze bardziej. Choć głowa opadała mu ze zmęczenia na barki, a oczy zamykały się jak pod naporem wielkiego ciężaru, aktor długo się nie poddawał. Dzielnie podjął walkę z gwałtownym atakiem senności, a zebrana w kinie publiczność z przerażeniem obserwowała, ile kosztuje go to wysiłku. Koledzy po fachu rzucili się wspomagać go pobudzającymi szturchańcami. Sam Szyc długo nie mógł znaleźć w fotelu wygodnej pozy, by jego śmiertelnie zmęczone członki mogły odpocząć. Gdy już się to udało, aktor podjął próbę nawiązania kontaktu z publicznością.
Co prawda, mówienie przychodziło mu z wyraźnym trudem, ale zdołał wybełkotać kilka niezrozumiałych słów. Wywołały falę zdumienia wśród zgromadzonych kinomanów. Szyc uśmiechnął się jeszcze radośnie - i to był tego wieczoru ostatni podryg zmęczonego sukcesem gwiazdora. Borys omotał ciężką jak kamień głowę w kaptur, wtulił ją między ramiona i zapadł w zasłużoną drzemkę zwinięty w rozkoszny kłębek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl