To był jeden z popularniejszych amerykańskich festiwali jazzowych. Do Kansas City w Missouri przyjeżdżało wielu Amerykanów, by posłuchać na żywo ulubionych artystów. W tym roku jednak władze wprowadziły zakaz sprzedaży alkoholu. I liczba melomanów gwałtownie spadła.
Artyści, którzy zwykle grali w nocy, są przyzwyczajeni do tłumów. A teraz występują przy pustych stolikach. Amerykanie - gdy usłyszeli, że nie można spokojnie napić się piwa czy whisky - zrezygnowali z przyjazdu. Nikt nie chce słuchać muzyki na sucho.
Można więc powiedzieć, że rada miasta strzeliła samobójczego gola. Politycy wprowadzili nocną prohibicję, by odstraszyć rozrabiaków. A tu okazało się, że jeden z symboli miasta - festiwal jazzowy - może przestać istnieć. Bo żaden poważny artysta nie przyjedzie grać w pustych lokalach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|