Artyści, którzy zwykle grali w nocy, są przyzwyczajeni do tłumów. A teraz występują przy pustych stolikach. Amerykanie - gdy usłyszeli, że nie można spokojnie napić się piwa czy whisky - zrezygnowali z przyjazdu. Nikt nie chce słuchać muzyki na sucho.
Można więc powiedzieć, że rada miasta strzeliła samobójczego gola. Politycy wprowadzili nocną prohibicję, by odstraszyć rozrabiaków. A tu okazało się, że jeden z symboli miasta - festiwal jazzowy - może przestać istnieć. Bo żaden poważny artysta nie przyjedzie grać w pustych lokalach.
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
