Systemy bezpieczeństwa na niemieckich lotniskach są dziurawe jak ser szwajcarski. Na pokład samolotu może dostać się każdy przez nikogo niezauważony. Niemożliwe? A jednak. Na lotnisku w Neurnberger dwuletnia dziewczynka wsiadła do samolotu lecącego do Egiptu. Bez biletu i rodziców.
Córka uciekła im podczas odprawy. Zaniepokojeni postawili na nogi całą obsługę lotniska. Po kilkunastu minutach okazało się, że dwulatka siedzi już w samolocie, ale nie tym co trzeba. Bo miała z rodzicami lecieć do Tunezji.
"Zauważyliśmy dziewczynkę, dopiero gdy wieża kontrolna poinformowała nas o jej zniknięciu. Nikt nie przypuszczał, że dwulatka jest sama. Usiadła i zapięła pasy" - opowiada stewardesa.
Rodzice dwulatki odetchnęli z ulgą, gdy córka się odnalazła. Ale o uldze nie może mówić obsługa lotniska, która teraz musi tłumaczyć się ze swoich dziurawych zabezpieczeń.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl