Były premier Kazimierz Marcinkiewicz przyznaje, że w latach szkolnych był niepoprawnym podrywaczem i dość rozbrykanym chłopcem. "Z moją obecną małżonką chodziliśmy do tej samej klasy Technikum Chemicznego w Gorzowie. Siedzieliśmy nawet w tej samej ławce, ale nic nas nie łączyło. Byłem wtedy nieźle rozbrykany i chodziłem za innymi dziewczynami" - wspomina Marcinkiewicz.
Po jakimś czasie, wypełnionym intensywnymi poszukiwaniami tej jedynej, przyszło olśnienie.
"Na przełomie 78 i 79 roku trochę się już ustatkowałem, także ze względu na wybór Ojca Świętego. To właśnie wtedy pomyślałem sobie, że przecież była taka jedna, fajna dziewczyna, z którą siedziałem w szkolnej ławce. Umówiłem się Marią, ale ona była przekonana, że chcę się z nią spotkać, by porozmawiać o jej koleżance, z którą wcześniej chodziłem. I tym samym ja szedłem na pierwszą randkę, a ona na zwykłe spotkanie" - mówi dziennikowi.pl Marcinkiewicz.
Potem wszystko potoczyło się tak, jak sobie zaplanował. Były premier 14 lutego zawsze wręcza żonie bukiet czerwonych róż.
Także szef SLD, Wojciech Olejniczak, zakochał się w dziewczynie ze szkolnej ławki. Uczucie do Anny zaczęło kiełkować już w liceum, a prawdziwy żar miłości buchnął w czasie studiów, oczywiście też wspólnych.
"To była miłość od pierwszego wejrzenia, która potem dojrzewała. Z Anną znaliśmy się jeszcze w szkole średniej, potem odnaleźliśmy się na studiach. Od zawsze wiedziałem, że to jest ta jedna jedyna" - podkreśla z dumą Olejniczak.
Posłowi Tadeuszowi Cymańskiemu wpadła w oko Barbara, którą zauważył podczas pobytu w pewnej firmie. Ona o tym nie wiedziała, ale przyszły poseł już wtedy zagiął na nią parol.
"Byłem dość śmiałym i odważnym chłopakiem. Zdobyłem trochę danych o niej i odezwałem się później pierwszy. Myślę, że byliśmy sobie przeznaczeni i nie było to takie zwykłe poznanie. Los nas połączył, po prostu musiałem ją spotkać" - wspomina Cymański.
Państwo Cymańscy swoje walentynki obchodzą już 12 lutego, bo właśnie wtedy przypada ich rocznica ślubu. W tym roku świętowali już 24 rocznicę.
Jak się okazuje, obecne pokolenie ma nieporównywalnie trudniejszą drogę do prawdziwej miłości. Drogę, która wybrukowana jest trudnymi do obejścia przeszkodami. Tak przynajmniej uważa Janusz Korwin-Mikke.
"Współczuję młodym ludziom, bo my kiedyś mieliśmy o wiele łatwiej w miłości. A dlaczego? Bo kobieta nie znała słowa <orgazm>. Teraz w miłości jest zbyt wiele techniki, dlatego naprawdę wam współczuję. Zresztą, tak szczerze mówiąc, to takie święta jak walentynki zupełnie mnie nie obchodzą. Z prostej przyczyny, jako konserwatysta uznaję tylko te święta, które zastałem po przyjściu na świat. Nie interesują mnie te, ustanowione już za mojego życia" - mówi Korwin-Mikke, prywatnie od lat szczęśliwy mąż Małgorzaty.