Dziennik Gazeta Prawana logo

Rumuński pasterz idzie na wojnę z Brukselą

12 października 2007, 15:40
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Rumunia, jako najmłodsze dziecię Unii Europejskiej, bardzo serio podeszła do brukselskich norm i zakazała swoim pasterzom tradycyjnego wypędzania owiec na pastwiska górskie. A że redyk, czyli wypędzanie właśnie, to sprawa dla górali równie ważna jak dla nas oscypek, z pretensjami do Brukseli posyłają najbogatszego z nich.

Od wieków rumuńskie owce pędziły przed siebie raz w góry, a raz w doliny. Wiosną w górę, jesienią w dół. Ten rok miałby być inny, bo Unia domaga się, by zwierzęta - podczas pobytu na hali - miały zapewnione schronienie. A gdzie w szczerym polu szukać dachu dla całego stada? - zastanawiają się pasterze. Jakby tego było mało, owce miałyby być... przewożone ciężarówkami. Rumuńskie władze nie protestują, tylko każą pasterzom dostosować się do unijnych norm.

A pasterze są wściekli, bo czują, że Unia doprowadzi owczarstwo do upadku. Najbogatszy z nich, Aron Tanasoiu, wybiera się do Brukseli, by negocjować. Jeśli niczego nie wywalczy, zbankrutować mogą tysiące ludzi, utrzymujących się z hodowli owiec.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj