Lista była imponująca, godna wielkiej gwiazdy. Tylko dlaczego J. Lo przesłała ją dopiero przed przyjazdem? - zastanawiają się pracownicy studia Westlake w Los Angeles. "Jej asystenci przywieźli nam trzy strony życzeń co do wystroju jej garderoby. To jakiś absurd! I do tego na ostatnią chwilę" - mówi szef studia, który - by spełnić zachcianki gwiazdy - musiał wezwać sześciu dodatkowych pracowników.
Na samym początku listy znajdowało się żądanie wymiany wszystkich żarówek w studiu. Lampy musiały mieć określoną moc, by twarz J. Lo wydawała się bardziej uwodzicielska. W miarę czytania kolejnych zaleceń pracownicy coraz szerzej otwierali oczy.
"Nie widzieliśmy czegoś takiego od czasu nagrań Michaela Jacksona, który zażyczył sobie, byśmy na dachu studia zbudowali pokój. Tylko po to, by jego małpa mogła przez szklany dach patrzeć, jak Michael śpiewa" - wspomina szef studia.