Milczenie wokół skąpstwa gwiazdy, która przecież do biednych nie należy, przełamała jedna z dziewczyn. Wściekła opowiedziała gazecie "New York Post" o tym, jak potraktowała ją piosenkarka. Zapłaciła jej 400 dolarów (ok. 1200 zł), ale dziewczyna musiała z tego opłacić przelot samolotem do Los Angeles i pobyt w hotelu podczas nagrywania nowego teledysku. Okazało się, że z honorarium zostały jej same drobniaki.
Tancerka mówi, że jej koleżanki są zastraszone przez Beyonce. Bo dla nich nawet te grosze, które płaci piosenkarka, to majątek. Do tego gwiazda zagroziła, że jak któraś pójdzie do mediów, to wyleci z pracy. A poza tym gwiazda na pewno załatwi jej, że żadna z jej koleżanek nie zatrudni takiej tancerki przy innych teledyskach. Jedna jednak okazała się odważna.