Dziennik Gazeta Prawana logo

Zobacz, jak bawiły się nasze mamy!

12 października 2007, 15:22
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wieczorowe stroje naszych matek dziś jednych śmieszą, a innych urzekają swym czarem. Wraz z modelką Joanną Horodyńską dziennik.pl przypomina modę z poprzednich lat.

Patrząc na dzisiejsze kreacje, ciężko sobie wyobrazić, że były czasy, kiedy każda szanująca się dama uznawała za stosowne pokazać się w legginsach lub spodniach z krempliny. Na parkietach rządziła "mała czarna" i fryzura "na bombkę".

Na początku wieku kobiety ubierały się jednak znacznie skromniej. W tamtych czasach, kiedy w dobrym tonie było przynajmniej raz w karnawale pokazać się na balu maskowym, kobiety często stroiły się w kreacje specjalnie na tę okazję ściągane z najbardziej odległych, egzotycznych krajów świata.

Prawdziwe szaleństwo rozpoczęło się dopiero po II wojnie światowej. "Przełom lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych to przede wszystkim rozkloszowane sukienki z mocno podkreśloną talią, pod którymi noszono dużą ilość halek. Dominowała kobiecość. Fryzury były raczej duże - przypomnijmy choćby tzw. bombki, często przystrajane szeroką opaską" - opowiada modelka Joanna Horodyńska.

Potem jednak przyszedł czas szarości, burych i nijakich wystaw sklepowych, na których ciężko było wypatrzyć cokolwiek interesującego. Jeśli nie miało się krewnych i znajomych mieszkających na Zachodzie, którzy wysyłali paczki z modnymi ubraniami, trzeba było dostosować się do ciężkich czasów. "Wtedy to pojawiła się czerń, a wraz z nią błysk, głównie srebro. Obowiązywał bardziej klasyczny styl. Pojawiły się również cekiny" - mówi Horodyńska.

Prawdziwy przełom przyszedł w latach osiemdziesiątych, które do dziś wspominane są jako synonim kiczu. Modna kobieta miała wtedy zniekształconą przez wywatowane ramiona sylwetkę, na nogach - zarówno do spódnicy, jak i spodni nosiło się legginsy, a inne części garderoby były utrzymane w obowiązkowych, jaskrawych kolorach.

Naturalna sylwetka, a przede wszystkim wygoda, to były najważniejsze hasła lat dziewięćdziesiątych. Joanna Horodyńska dobrze pamięta ten okres. "Na początku tej dekady w modzie panował minimalizm. Rządziły proste, dzianinowe sukienki w stonowanych kolorach - takich jak biel, czerń i beż. Styl ten pasował do niezależnej, pewnej siebie kobiety" - wspomina stylistka.

I choć nie było to nic ani specjalnie odkrywczego, ani oszałamiającego, taka moda dominuje na balach karnawałowych do dziś.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj