Salma Hayek dziękuje niebiosom za to, że sprawiła sobie psa. Bo Diva uratowała jej życie. Obudziła meksykańską piękność, gdy poczuła ulatniający się gaz.
Najpierw Salma była wściekła. Położyła się, by odpocząć po ataku migreny. A ledwie przysnęła, pies zaczął lizać ją po rękach i piszczeć. Aktorce w ogóle nie chciało się wstać, mruczała tylko do zwierzaka, by ten dał jej spokój.
Wreszcie jednak musiała wstać. Idąc do drzwi, poczuła ulatniający się gaz. Od razu zakręciła zawór i na szczęście do wybuchu nie doszło. Teraz Diva pewnie dostanie kilka dobrych kości.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|