Dom Any, Villa Lorena, jest schronieniem dla rannych i pokrzywdzonych przez los zwierząt. "Przygarniamy te bez kończyn, ślepe, zezowate, a nawet zgwałcone. Większość jest niedożywiona, jak Jupiter. Część ma rany po cięciach nożami, blizny po przypalaniu papierosami czy rany postrzałowe" - pani Tores opisuje swój zwierzyniec.
Pensja nauczycielki na opłacenie tego zoologicznego przytułku nie wystarczyłaby, więc Kolumbijka musi liczyć na pomoc dobroczyńców. Jej praca jako zwierzęcej pielęgniarki zaczęła się przed dziesięcioma laty, gdy Ana dostała od przyjaciółki ranną sówkę. Od tej pory przybyło jej ponad 800 pupili. Przynosili je uczniowie pani Tores, rodzina, a często zwykli ludzie z rodzinnego Cali, gdzie już dawno wszyscy poznali jej zamiłowanie do rannych czworonogów, jaszczurek i ptaków.