Dziennik Gazeta Prawana logo

Poleciał do innego miasta, bo pomylił literki

12 października 2007, 14:52
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Pamiętacie scenę z "Misia", gdzie kasjerka tłumaczy, że nie ma takiego miasta jak Londyn, jest tylko "Lądek, Lądek Zdrój"? Pewien Niemiec miał podobną sytuację. I nie sprawdził dokąd leci. I tak, zamiast do Sydney w Australii, trafił do lodowatego Sidney w USA.

Tobias z Brandenburgii kupił bilet przez internet. Nie przewidział, że jedna drobna literka narobi mu tylu problemów. On przecież tylko chciał spotkać się w Australii z narzeczoną. Ale gdy wysiadł z samolotu, trochę się zdziwił. Bo wylądował w Stanach Zjednoczonych, a na dworze zamiast upału i gorącej narzeczonej, czekał go śnieg i mróz.

Od razu zadzwonił po pomoc do rodziców. Ci pożyczyli pieniądze i przesłali pechowemu Niemcowi. I ten wreszcie mógł dotrzeć do swej ukochanej. Chociaż ta raczej go ciepło nie przyjęła. Bo była mocno wściekła, że przez gapiostwo nie spędzili razem świąt.

Tobias wraca do Niemiec w styczniu. Bilet też chce kupić przez internet. Ciekawe, gdzie wyląduje tym razem...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj