Pamiętacie scenę z "Misia", gdzie kasjerka tłumaczy, że nie ma takiego miasta jak Londyn, jest tylko "Lądek, Lądek Zdrój"? Pewien Niemiec miał podobną sytuację. I nie sprawdził dokąd leci. I tak, zamiast do Sydney w Australii, trafił do lodowatego Sidney w USA.
Tobias z Brandenburgii kupił bilet przez internet. Nie przewidział, że jedna drobna literka narobi mu tylu problemów. On przecież tylko chciał spotkać się w Australii z narzeczoną. Ale gdy wysiadł z samolotu, trochę się zdziwił. Bo wylądował w Stanach Zjednoczonych, a na dworze zamiast upału i gorącej narzeczonej, czekał go śnieg i mróz.
Od razu zadzwonił po pomoc do rodziców. Ci pożyczyli pieniądze i przesłali pechowemu Niemcowi. I ten wreszcie mógł dotrzeć do swej ukochanej. Chociaż ta raczej go ciepło nie przyjęła. Bo była mocno wściekła, że przez gapiostwo nie spędzili razem świąt.
Tobias wraca do Niemiec w styczniu. Bilet też chce kupić przez internet. Ciekawe, gdzie wyląduje tym razem...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|