"Jedynym wyznacznikiem tego, ile i jak powinniśmy jeść w święta, jest nasze samopoczucie" - przekonuje w rozmowie z dziennikiem.pl Maciej Kuroń. Czyli nie waga i centymetr, nie zalecenia dietetyków, ale właśnie to, czy nie czujemy się mocno przejedzeni. Bo nieumiarkowane świąteczne obżarstwo może skończyć się wizytą u lekarza - ostrzega Maciej Kuroń.
A co znajdzie się na świątecznym stole u mistrza? Pieczona baranina ze szpinakiem i mnóstwem czosnku. Mniam, palce lizać. A także piersi kaczki w wiśniówce i wiśniach. Będą zastępować dziczyznę, obecną każdego roku na świątecznym stole Kuronia. Tym razem jednak mistrz kucharski zrezygnował z dzika.
Robert Sowa - szef kuchni w warszawskim hotelu Jan III Sobieski i były kucharz reprezentacji polskich piłkarzy - w rozmowie z dziennikiem.pl nie pozostawia złudzeń. Przez trzy dni będziemy siedzieć i jeść, nawet jeśli sobie obiecamy, że nie będziemy. Taki to już urok świąt. I to wcale nie będą dietetyczne potrawy. No, może poza Wigilią. Bo wtedy tradycja każe, żeby na stole było postne jedzenie. Ale już w święta - hulaj dusza, piekła nie ma.
U Roberta Sowy na świątecznym stole pojawi się pieczona kaczka z sosem rodzynkowym i duszona gicz cielęca. Znany kucharz uraczy podniebienia swojej rodziny także pieczoną gęsią, czyli już zupełnie tłustą potrawą. Krótko mówiąc - Sowa radzi odpuścić sobie zmartwienia z powodu tego, co zjemy. "Niedługo jest karnawał - wtedy wypocimy na parkietach to świąteczne obżarstwo" - uspokaja.
A specjaliści od spraw żywienia? Oni także radzą, żeby nie liczyć kalorii w czasie świąt. Doktor Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska z warszawskiej Akademii Medycznej przypomina jednak, że najbardziej tuczą słodycze. Dodaje jednak, że raz w roku możemy sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa.