Plan nauczycielki był prosty. Powiedziała uczniom, że listy, które piszą do Świętego Mikołaja, tak naprawdę trafiają do specjalnej komórki Poczty Królewskiej. "Urzędnicy przeglądają te listy, sortują, a na niektóre nawet odpowiadają" - zakomunikowała dzieciom przerażonym tą informacją. A potem zarządziła ćwiczenia. Kazała uczniom udawać, że pracują na poczcie i napisać w imieniu Świętego Mikołaja, dlaczego nie mogą spełnić prośby o drogi prezent.
Rodzice, gdy dowiedzieli się, jak nauczycielka uświadomiła ich pociechy, wpadli w gniew. Szkoła na wszelki wypadek rozesłała do wszystkich specjalne listy z przeprosinami.
"Nie jestem w stanie wypowiadać się na temat istnienia lub nie Świętego Mikołaja" - tłumaczył się zakłopotany rzecznik brytyjskiego ministerstwa oświaty, poproszony o skomentowanie tej dziwnej lekcji.