"Nie miałbym do tego serca" - mówi ze współczuciem w głosie znany satyryk Marcin Daniec. "Co więcej, gdybym kupił karpia i wpuścił go do wanny, na pewno bym
się do niego przywiązał. No i jak takiej rybce potem dać w głowę?".
Mniej ludzka dla karpia jest specjalistka od śpiewu, znana z "Idola" Elżbieta Zapendowska. "W Wigilię muszę zjeść karpia, bo go uwielbiam. Własnoręcznie go nawet
przygotowuję według własnego przepisu". Zapytana o to, jak zabija rybę, Zapendowska mówi jednak zdecydowanie: "Do tego to ja wynajmuję płatnych morderców, sama bym tego nie
zrobiła".
Podobne opory ma znany dziennikarz Marcin Prokop. "W moim poprzednim mieszkaniu oprawcą karpia był niegdyś nasz sąsiad pan Bogdan, który etatowo uśmiercał wszystkie zwierzęta: kury, króliki i karpie. Podejrzewam nawet, że odnajdywał w tym dziką przyjemność. Ale odkąd się przeprowadziliśmy, kupujemy gotowe, zabite i wypatroszone".
Najbardziej zdecydowana okazała się rodzina Golców. Paweł sprawę przedstawia jasno: "Karpik musi być żywy, musi dwa dni popływać w wannie, bo on się - po prostu - musi odmulić. Bez tego to karpik nie smakuje. A potem to trzeba go wyjąć i stuknąć w głowę" - mówi jeden ze słynnych muzykujących bliźniaków. Lecz zaraz potem dodaje z uśmiechem: "Ale tym to się u nas zajmuje najstarszy z braci, Stanisław".