Sprawa stała się na tyle poważna, że zajął się nią malezyjski rząd. Sazmi Miah z Ministerstwa Środowiska stwierdził, że nie znaleziono żadnych dowodów na istnienie stwora. Ani odchodów, ani kępki włosów. Nie złapały go w swój obiektyw kamery monitorujące migracje zwierząt. Ale wierzący w Wielką Stopę jako dowód wskazują odciski wielkich stóp właśnie. Znalezione w lesie tumanią i straszą malezyjskich chłopów.
Mit o pokrytym futrem gigancie narodził się rok temu, gdy pojawiły się pogłoski o zauważeniu całej wielkostopiej rodziny. Od tamtej pory stale napływają doniesienia o kolejnych spotkaniach. Zazwyczaj są to informacje o śladach stopy w mokrej ziemi, mało kto chwali się jeszcze, że widział samego wielkoluda. Na wszelki wypadek rząd nakazał uruchomienie gorącej linii telefonicznej dla tych, którzy go widzieli.