Wszystkie norweskie kluby nocne i bary ze striptizem dostały potężną ulgę podatkową. Okazuje się, że rozbierające się panie i panowie to artyści i jako tacy VAT-u płacić nie muszą. Tak stwierdził sąd.
Niecodzienny wyrok zapadł w procesie o niezapłacony podatek od biletów do klubu zarządzanego przez firmę Blue Engel AS. Właściciele nie chcieli obciążać klientów dodatkowymi 25 proc., więc proces wytoczył im norweski urząd skarbowy.
"Jestem pewien, że urzędnicy działali bardziej pod wpływem własnej oceny klubu niż przepisów. Przecież każdy rodzaj tańca scenicznego, traktowany jak usługa, zwolniony jest z
VAT-u" - tłumaczył adwokat oskarżonego.
Nie dość, że sąd uznał rację właściciela klubu, to jeszcze obciążył państwo kosztami procesu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl