Niemiecka policja złapała Barbarę i Johanna Meyera z Wachtberga, bo kilkukrotnie przekroczyli limit prędkości. Ale policja darowała im winę, bo para pędziła do szpitala. Kobieta zaczęła właśnie rodzić. I zamiast mandatu, dostała od policji prezent dla dziecka.
Najważniejszy moment w ich wspólnym życiu, a na drodze stanęła im drogówka. Mąż prowadzi, żona czuje, że ich pierworodny dobija się do drzwi i chce na
wolność, a tu panowie w zielonych mundurach każą im zjechać na pobocze... Zgroza! Nie obyło się bez, głównie kobiecego, krzyku.
Pani Meyer dała do zrozumienia, że nie ma ochoty tłumaczyć się władzom, bo jej naprawdę się spieszy. Policjanci nie robili już problemów, a na drogę, dla dziecka, wręczyli pluszowego gliniarza i zdjęcie samochodu z fotoradaru. "Będzie akurat do albumu dziecka" - śmiali się.
Pani Meyer dała do zrozumienia, że nie ma ochoty tłumaczyć się władzom, bo jej naprawdę się spieszy. Policjanci nie robili już problemów, a na drogę, dla dziecka, wręczyli pluszowego gliniarza i zdjęcie samochodu z fotoradaru. "Będzie akurat do albumu dziecka" - śmiali się.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl