Sprzedawcy w salonie luksusowej biżuterii "Cartier" wprost nie mogli uwierzyć, gdy agent Lohan przyszedł do sklepu i z czerwoną twarzą tłumaczył się za swą podopieczną. Ale byli na tyle wściekli, że nie chcieli słuchać żadnych wyjaśnień. I piękna gwiazdka musiała wyłożyć 120 tysięcy z własnej kieszeni.
Lohan zgubiła bransoletkę w hotelu, w Londynie. Po rozdaniu nagród na "World Music Awards" wróciła do apartamentu i rzuciła drogą biżuterię w kąt. A potem, gdy trzeba było cacko oddać, nie mogła go odnaleźć.
Rozwścieczeni sprzedawcy non stop dobijali się do jej drzwi, ale ona kazała ochroniarzom ich spławiać. Wreszcie gdy jubilerzy zagrozili wezwaniem policji, hollywoodzka piękność się rozpłakała i powiedziała prawdę. Jednak wstyd jej było samej przyjść do salonu, więc wysłała swego agenta.
Teraz, gdy aktorka wyprowadzi się z apartamentu, pewnie pokojówki będą się bić o to, która ma posprzątać po gwiazdce. Bo ciekawe, ile innych cennych drobiazgów Lohan mogła jeszcze zgubić.