Miał swoim występem uświetnić "ślub roku". Czyli ślub Katie Holmes i Toma Cruise'a. Ale zaśpiewał tylko na weselu. Andrea Bocelli nie chciał brać udziału w scjentologicznej ceremonii, bo jest mocno wierzącym katolikiem.
Słynny włoski śpiewak przyjechał na zamek książąt Odescalchich dopiero na samo wesele. I tam, owszem, zaśpiewał. I to jak! Mury średniowiecznego zamczyska pod Rzymem drżały, kiedy wydobywał z siebie najwyższe i najsilniejsze dźwięki. Ale Bocelli nie chciał brać udziału w samym ślubie.
Ceremonia odbyła się w obrządku scjentologów. Bo to tej religii gorącym wyznawcą jest Cruise. A Bocelli, jako wierny syn Kościoła katolickiego, nie chciał być świadkiem takiej uroczystości. Mówił, że szanuje wszystkie religie i tego samego oczekuje od innych.
Ale na weselu to już co innego. Artysta zaśpiewał wiązankę arii operowych i popularnych włoskich pieśni ludowych. I bawił się wraz z gośćmi do upadłego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|