Tępi Amerykę i amerykańską kulturę na każdym kroku. Psioczy na Busha i cały Biały Dom. Przyjaźni się z Fidelem Castro. Ale jego ulubiona wokalistka to… Shakira! O kim mowa? O prezydencie Wenezueli, Hugo Chavezie. Wybiera się on na koncert piosenkarki. Anonimowo.
A to oznacza, że w kąt pójdą krawaty i garnitury. Chavez nie chce, by ktokolwiek rozpoznał w nim prezydenta. Dlatego jest gotów włożyć nawet perukę. A taki
sposób na ukrycie się przed ciekawskimi sprawdził już wiele razy. "Nawet moi ochroniarze nie rozpoznają mnie, kiedy mam doczepione włosy" - wyznał prezydent.
Chavezowi najwidoczniej nie przeszkadza, że Shakira wykorzystała swoje latynoskie pochodzenie, by zrobić karierę i zarabiać na Zachodzie. Prezydent osobiście powitał w Wenezueli "siostrę tej wspaniałej ziemi Ameryki Łacińskiej." I zbył milczeniem to, że wokalistka robi interesy z amerykańskimi, a nie wenezuelskimi wytwórniami płytowymi.
Chavezowi najwidoczniej nie przeszkadza, że Shakira wykorzystała swoje latynoskie pochodzenie, by zrobić karierę i zarabiać na Zachodzie. Prezydent osobiście powitał w Wenezueli "siostrę tej wspaniałej ziemi Ameryki Łacińskiej." I zbył milczeniem to, że wokalistka robi interesy z amerykańskimi, a nie wenezuelskimi wytwórniami płytowymi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl