Policja jest w szoku. Bo okazuje się, że nie jest to jednorazowy wybryk sprytnego kierowcy, a grubsza afera. Mundurowi ustalili dotąd, że winę za gnanie ich samochodem z nadmierną
prędkością na tego samego człowieka zrzuciło już 240 kierowców!
A wszystko zaczęło się, kiedy pewien emerytowany sędzia tłumaczył się policji, że kiedy jego auto pędziło o wiele szybciej, niż pozwalały przepisy, za kierownicą nie siedział on, ale
ktoś inny. Potem okazało się, że kobieta, którą wskazał, już dawno nie żyje. I to prawdopodobnie podsunęło kierowcom pomysł, jak unikać mandatów.
Nie wiadomo, ilu Australijczyków wymigało się w ten sposób od płacenia kary. Ale z policyjnych statystyk wynika, że tylko w ciągu ostatnich trzech lat aż 700 tysięcy kierowców zarzekało się, że to nie oni prowadzili auto, kiedy jechało za szybko lub stało źle zaparkowane. Ilu z nich kłamało? To już zagadka do wyjaśnienia przez policję.