"Za żadne skarby! Zmusiłaby mnie do tego tylko fala jakichś straszliwych kataklizmów" - tak aktor Russell Crowe odpowiada na pytanie, dlaczego nie mieszka w Los Angeles. Przecież miałby pod nosem wszystkie wielkie studia filmowe. Ale on twardo trwa na Antypodach.
"Przeprowadzę się do Los Angeles, jeśli Australię i Nową Zelandię zaleje fala tsunami, jeżeli całą Europę ogarnie zaraza i jeśli Afryka zniknie po
ataku kosmitów!" - mówi australijski gwiazdor.
Właśnie on, jako jeden z nielicznych, inkasuje miliony dolarów za kolejne role, ale żyje jak odludek w dalekiej Australii. I nie kręcą go czerwone dywany, hollywoodzkie bankiety i skandale. Wystarcza mu mały światek australijskiego show-biznesu. I tak robi tam już wystarczająco dużo zamieszania...
Właśnie on, jako jeden z nielicznych, inkasuje miliony dolarów za kolejne role, ale żyje jak odludek w dalekiej Australii. I nie kręcą go czerwone dywany, hollywoodzkie bankiety i skandale. Wystarcza mu mały światek australijskiego show-biznesu. I tak robi tam już wystarczająco dużo zamieszania...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl