Niemiecka armia wezwała szeregowca Tommy Jakoba do wojska. Niby nic dziwnego. Ale Jakob to pies, w dodatku od kilku lat nie żyje.
Czegoś takiego to jeszcze właścicielka psa, Helga Koehlke, nie widziała. Najpierw myślała, że to żart, no bo kto normalny wzywałby psa do komendy uzupełnień. Mało tego, miał się tam jeszcze zgłosić w kąpielówkach i z dowodem osobistym. Ale zrozumiała, że to nie dowcip, gdy na kopercie zobaczyła oficjalne stemple Bundeswehry.
Armia wyjaśnia, że to po prostu głupie nieporozumienie, jakiś nadgorliwy wojskowy pomylił adresy. A pani Koehlke śmieje się, bo mówi, że jej pupil, nawet jakby żył, to i tak nie nadawał się do służby wojskowej, bo był całkowicie ślepy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|