O tym, że gwiazdy stawiają wymagania co do filmowych partnerów, wiadomo od dawna. Ale Pamela Anderson przeszła już samą siebie. Odmówiła gry w filmie "Blonde and Blonder", dopóki producenci nie zgodzą się usunąć z obsady... żywego żółwia.
To jednak nie dlatego, że blondynka boi się żółwi. Ona po prostu dba o zwierzęta i nie chciała, by żółwikowi stała się krzywda. Byłą tak uparta, że reżyser uległ Pameli i kazał do filmu wstawić zwierzaka komputerowo. A wtedy poszło już z górki. Pamela bez mrugnięcia okiem podpisała umowę.
Wszystko dlatego, że Anderson jest aktywną działaczką organizacji PETA, która walczy o prawa zwierząt. Zdarzyło jej się nawet protestować nago na wystawie butiku Stelli McCartney, by w ten sposób sprzeciwić się produkcji naturalnych futer.
No cóż, może to i lepiej, że Pam skończyła wreszcie z dzikimi orgiami, a zajęła się czymś pożytecznym.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|