Chaos na lotnisku w Los Angeles. Policja otoczyła cały budynek, wszędzie było pełno radiowozów. A wszystko dlatego, że... aktorka Jennifer Aniston przyleciała właśnie z Londynu.
To już szczyt próżności! Aktorka wracała właśnie z brytyjskiej stolicy, gdzie odwiedzała swojego chłopaka Vince'a Vaughna, z którym podobno zerwała jakiś czas temu. A że nie miała ochoty na kontakt z szarymi obywatelami, jej menedżer... zadzwonił na policję. Ta błyskawicznie przyjechała i otoczyła gwiazdę wianuszkiem 10 ochroniarzy odpychających żądnych autografu fanów.
A wszystko przez prostą zachciankę gwiazdki. Aktorka, znana z serialu "Przyjaciele", postanowiła po prostu... przespacerować się po lotnisku tak, jak zwykli pasażerowie. Normalnie wyszłaby przez lotniskowe zaplecze, wyjściem dla VIP-ów. Ale skoro chciała wyjść do ludzi, to po co cały ten cyrk?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|