Pomysł niezły, konsekwencje fatalne. Na dachu szkockiego biurowca posadzili trawę, bo to ekologiczne, czyste i ładnie wygląda. Ale nikt nie przewidział, że każdorazowe strzyżenie podniebnego trawnika kosztować będzie kilka tysięcy funtów. A to z ekologią niewiele ma wspólnego...
Urzędnicy w centrali Szkockiego Dziedzictwa Naturalnego na co dzień dbają o przyrodę swojego regionu, więc biurowiec też chcieli mieć ekologiczny. Z trawą tak ładnie przecież wygląda! Problem pojawił się, kiedy zielony chodnik podrósł i trzeba go było ścinać. A wtedy, jak to w urzędach, wszystko musiało być zgodne z regulaminem.
W przepisach stoi jasno, że do każdej pracy na wysokości potrzeba rusztowań i odpowiedniej firmy, bo sam ogrodnik nie wystarczy. Może i przytaszczyłby na dach kosiarkę, ale przepisy tego zabraniają. I tak, w duchu ekologii, szkoccy urzędnicy wydawać będą 5 tys. funtów na koszenie trawy. Żeby chociaż chodzić po niej pozwalali...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl