Dziennik Gazeta Prawana logo

Droga kawa z kota podbija salony

12 października 2007, 13:46
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Niektórzy sądzą, że kawa z kota to mit, jednak ten napój istnieje. Wyglądające jak koty, civety zajadają się dojrzałymi owocami z krzewów kawowych. Te fermentują w ich brzuszkach i później, razem z odchodami, lądują na ziemi. Ludzie zbierają je, czyszczą, prażą i nasiona są gotowe do zmielenia.

Kawa kosztuje majątek, bo hurtownicy życzą sobie 1200 złotych za kilogram. O wiele bardziej opłaca się kupować go w małych partiach w kawiarniach w południowo-wschodniej Azji. I tak np. indonezyjska "Civet Coffee" dostępna w sklepach na Jawie kosztuje w przeliczeniu jedyne 45 zł za 100 gram. Tyle samo zapłacimy za "Coffee Alamid" sprzedawaną na Filipinach. Stamtąd pochodzi zresztą prawie cała produkcja.

Podobno ma mocny smak i niepowtarzalny aromat. Automatyczne skojarzenia są zupełnie niesłuszne, bo po opuszczeniu układu pokarmowego civeta, nasiona są dokładnie myte.

A tak już dla pełnej poprawności, civet kotem nie jest. Biologicznie znacznie bliżej mu do łasicy niż naszego dachowca. Civet ma tyle wspólnego z kotem co człowiek z szympansem. Co nie zmienia faktu, że kawa z civeta to jest to!

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj