Rozeszli się. Ci, o których ostatnio było głośno w Hollywood, nie wytrzymali ciągłych kłótni telefonicznych. Jennifer Aniston odeszła w końcu od Vince'a Vaughna.
Para przez ostatnie kilka miesięcy ciągle się rozstawała i schodziła. Jak donosiliśmy w lipcu, Aniston i Vaughn już wtedy mieli się rozejść na dobre, bo on balował, a ona płakała, bo nie mogła przeboleć, że rzucił ją superprzystojny aktor Brad Pitt. Ale najwyraźniej postanowiła spróbować jeszcze raz.
Jednak nie udało się. Kiedy aktor wyjechał do Londynu kręcić nowy film, już w ogóle przestali ze sobą normalnie rozmawiać. Ciągle się tylko przez telefon kłócili i wyciągali wzajemne żale. Dlatego Aniston postanowiła skończyć ten spektakl. Tym razem na zawsze. Choć w świecie aktorskim pojęcie "na zawsze" nie do końca ma to samo znaczenie, co dla zwykłych śmiertelników.
Możemy więc spokojnie czekać na kolejne odcinki tej historii.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|