Do Port-au-Prince leciała, żeby z Ecoist, firmą produkującą torebki dla kobiet z papierków po cukierkach, zasadzić 40 tys. drzewek i podpisać reklamowy kontrakt.
Czyn społeczny wynagrodzono milionerce darmowym przelotem i przyjęciem po przylocie. Jak donoszą zawsze tajne źródła, na pokładzie samolotu Paris Hilton zaczęła się zastanawiać. Podobno nic nadzwyczajnego, bo każdy tak umie, ale w jej głowie pojawiło się pytanie: dokąd ja właściwie lecę? Towarzysz podróży raczył oświecić ją w tym temacie.
"Tam gdzie lecisz, mówią po francusku!" - padły słowa. Na to młoda Hiltonówna klasnęła w ręce: "To świetnie, po imprezie podjedziemy na chwilę do Paryża, to zrobię zakupy!".
To prawda, niektórzy mogą pannie Hilton zarzucić pewne luki w edukacji, ale winniśmy jej oddać sprawiedliwość. Dziewczę męczy się straszliwie, podróżując po świecie, jak na prawdziwego podróżnika i odkrywcę przystało, i czasem coś się jej poplącze. Ale i tak wszyscy ją kochamy...