Uroczyste otwarcie lotniska już jutro... a duch szykuje się do zemsty za zburzenie miejsca jego spoczynku. Do tej pory prześladował pracowników. Dwóch zginęło, gdy na prostej drodze nagle wpadli w poślizg. W nocy na lotnisku słychać dawną muzykę, a pracownicy opowiadają o staruszku otoczonym niebieską poświatą, który krąży po pasie startowym.
Pracownicy już szepczą o klątwie nałożonej przez wściekłego ducha. Przecież premier Tajlandii, który to lotnisko kazał zbudować i osobiście nadzorował budowę, wyleciał w wyniku
zamachu stanu. Dlatego w ostatnią sobotę na lotnisko przyszło 99 mnichów buddyjskich. Odprawiali egzorcyzmy, a cały teren skropili wodą święconą.
Na razie duch zniknął, ale pracownicy lotniska wierzą, że powróci, gdy nastąpi uroczyste otwarcie. Część z nich już zaopatrzyła się we wszystkie możliwe amulety, a reszta kombinuje, jak
prastarego strażnika cmentarza przebłagać.