Na jego nowym, także opartym na grze, filmie "BloodRayne" nie zostawiono suchej nitki. Boll czytał komentarze i wkurzał się niesamowicie. W końcu zdecydował się rzucić rękawicę krytykom i wyzwał ich na pięściarski pojedynek. Chętnych, by dołożyć Niemcowi, było co niemiara, w końcu jednak wybrano najsilniejszą piątkę. Jednak pod ciosami padli wszyscy przeciwnicy.
Po piątym wygranym przez nokaut pojedynku filmowiec stwierdził, że nie rozumie, czemu jest tak atakowany. "Jeżeli ktoś robi horrory o umarlakach, to nie ma co po nim oczekiwać <Listy Schindlera>". Po pojedynku kilku z pobitych krytyków podało reżyserowi rękę i część przyznała, że w sumie jego filmy nie są takie złe.
"Widzicie, wystarczy zdzielić ich po głowie, a od razu podobają się im moje filmy" - śmiał się Uwe Boll.