Daniel Craig, czyli nowy James Bond, przyznał się, że największą męczarnią są dla niego wizyty w Los Angeles. Jak powiedział, miasto można odwiedzić tylko na parę dni, ale żyć tam to prawdziwy koszmar.
"Jak można żyć w mieście, w którym większość klubów zamykają o 22.00, a jak chcesz się dalej bawić, to musisz imprezować u znajomych?" - wścieka się Craig. Bo w Los Angeles kluby są zamykane wcześniej na życzenie producentów filmowych. Ci nie chcą, by gwiazdy balowały do rana, a potem były zbyt skacowane, by stawać przed kamerami.
Nowego Bonda takie tłumaczenia śmieszą. "Przecież oni i tak piją, tylko w domach" - szydzi aktor. Twierdzi, że nigdy nie zamieszka w Los Angeles, choćby od tego zależała jego kariera. A wszystko przez jego... nieśmiałość. Bo Craig nienawidzi dużych imprez. Woli razem z paroma kumplami wyskoczyć do miasta i w małym pubie wypić kilka piw.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|