Aktora zatrzymała drogówka, gdy swoją limuzyną na prostej drodze jeździł od krawężnika do krawężnika. Nie dość że był pijany, to jeszcze naubliżał gliniarzom, zwyzywał Izrael i obraził Żydów. Informacja o jego wybryku przetoczyła się przez media i jego karierze niczym wałek po świeżym cieście. Światek filmowy odciął się od niego. Wszystko to mogło wyglądać inaczej, bo policja planowała zataić większość zdarzenia.
Gdy Gibsona przywieziono na posterunek i oficer dyżurny przeczytał opis aresztowania Australijczyka, przeraził się. Postanowił, że lepiej zabezpieczyć się i przygotować inną, złagodzoną wersję raportu. Taki dokument powstał i choć policja go nie wykorzystała, trafił do mediów.
Poproszona o komentarz policja przyznała, że obawiano się, iż autor "Pasji" swoim obraźliwym atakiem na aresztującego go oficera policji wzbudzi większe kontrowersje niż jego film o śmierci Jezusa Chrystusa. I mieli rację.