Jennifer Aniston zawarła ugodę z fotografem, który zrobił jej zdjęcia, jak na wpół naga chodziła po domu. Aktorka zarzuciła mu, że był napastliwy. Fotograf bronił się, że zrobił fotki z miejsca, skąd każdy mógł ją zobaczyć.
Aniston zarzuciła Peterowi Brandtowi, że naruszył jej prywatność, fotografując ją w jej własnym domu. Przekonywała, że był wścibski. Tyle że Brandt zrobił jej fotki megateleobiektywem z odległości 274 metrów! "Każdy z tego zbocza mógł ją zobaczyć. To droga publiczna" - bronił się fotograf. Warunki ugody utrzymywane są w tajemnicy.
Wiele gwiazd doszło do wniosku, że nie warto szarpać sobie nerwów i procesować się z paparazzimi. Po prostu nie dają się przyłapać w kompromitujących bądź intymnych sytuacjach. Może także Aniston powinna o tym pomyśleć, wszak jej kariera kwitnie - jej ostatni film "Szkoła zrywania" to hit tego lata. I zasłaniać firanki w oknach...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl