W ciągu tylko jednego miesiąca, razem ze swoimi współpracownikami, sprzedał kosmetyki za... ponad 800 tys. złotych. Tym samym pobił wszystkie panie pracujące dla firmy. Dla ludzi z zarządu było to takie zaskoczenie, że nie zdążyli nawet stworzyć specjalnej nagrody dla mężczyzn, których wśród całego składu koncernu jest zaledwie 5 proc. Więc dali to, co mieli. Czyli tytuł "Pierwszej damy kosmetyków".
Co na to nagrodzony? "Ludzie się zawsze dziwnie uśmiechają, gdy mówię, że jestem <pierwszą damą>. Dla mnie to jednak świetne uczucie. Bo potrafię się w damskim świecie odnaleźć o wiele lepiej niż wszystkie moje koleżanki z firmy" - cieszy się Carter.
I ma się z czego cieszyć. Bo jak ujawnili jego szefowie, Carter osiągnął takie wyniki, pracując ledwie dwie godziny dziennie. A do jego kieszeni - za ten "wysiłek" - trafiło w zeszłym roku w sumie 240 tys. złotych!