Pewien Austriak chciał obrabować bank. Całą akcję miał dopiętą na ostatni guzik. Z tym, że... zamiast do banku, wparował z hukiem do jednego z miejskich urzędów w miasteczku Poggersdorf. Zmylił go bankomat, który znajdował się w ścianie budynku.
Urzędniczka Helga Aichwalder pracowała jak co dzień. Nagle do okienka podszedł delikwent w kominiarce i zażądał pieniędzy.
"Na początku myślałam, że to żart, ale zagroził mi pistoletem" - wspomina urzędniczka. "Gdy powiedziałam mu, że się pomylił, zastanowił się przez chwilę i uciekł" - mówi Aichwalder.
Nieudolny złodziejaszek nie cieszył się wolnością zbyt długo. Policja schwytał go w kilkanaście minut po "napadzie". Przyznał się do winy. Ciekawe, jak na taką
pomyłkę zareagowali policjanci…
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|