Kevin Federline, znany światu jako mąż Britney Spears, próbował wyjść z cienia swej żony i zostać sławnym raperem. No i prawie się udało. Nagrania z jego występem są przebojem w internecie. Tyle że komentarze do nich są mało pochlebne.
"On śpiewa gorzej niż Mandaryna" - takie opinie polskich internautów można znaleźć w sieci. A raperzy także nie zostawiają na Kevinie suchej nitki. "On jest jak bardzo kiepski dowcip. Nigdy nie będzie nikim więcej niż mężem swej żony. Najgorsze jest, że on tego nie rozumie" - śmieje się Elliot Wilson, redaktor naczelny hiphopowego magazynu "XXL".
Nic dziwnego, bo gdy ktoś śpiewa: "Nie nienawidźcie mnie, bo jestem supergwiazdą, nie bójcie się mnie, bo jestem mężem gwiazdy. Jestem taki jak wy" - to raczej ciężko mu będzie podbić świat.
Jednak najgorsze dopiero przed nami. Federline grozi, że w październiku w sklepach pojawi się jego debiutancki album.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|