Według Diane Cliento, byłej żony "Bonda", Sean Connery to macho w najgorszym znaczeniu tego słowa. Gdy na ekranie walczył z czarnymi charakterami, po powrocie z planu do domu sam zamieniał się w potwora. Latami bił i poniżał swoją żonę.
Kiedy go poznała była aktorką z sukcesami - nominowaną do Oscara. Ale jak twierdzi, gwiazdor zażądał, żeby z chwilą, gdy stanie się panią Connery, skończyła karierę w show-biznesie. Od tej pory miała być już tylko dodatkiem do przystojniaka.
"Moim zadaniem było jeździć wszędzie z Seanem i ładnie wyglądać" - skarży się eksmałżonka w swojej biografii "Moje Dziewięć Żyć". A bycie ładną, jak opisuje, nie było łatwe. Potrzeba było grubej warstwy makijażu, żeby ukryć siniaki. W dodatku Connery ze swoich ogromnych gaży nie dawał ani centa na utrzymanie domu. Żeby było co włożyć do garnka, Cliento musiała sama iść do pracy. W końcu ten makabryczny dla niej związek się rozpadł.
To jej wersja wydarzeń. Dziwne tylko, na zwierzenia zebrało jej się w wieku 72 lat.