Niektórzy nazywają go domem-grzybem bądź domem-jajkiem. Inne określenia tego "budowlanego kaprysu" nie nadają się do zacytowania. Ale agencja pośrednicząca w jego sprzedaży ma nadzieję, że niedługo będzie określać się go jednym słowem: "sprzedany!"
Za ten dom, do złudzenia przypominający mieszkanko smerfa-artysty, trzeba zapłacić 400 tys. dolarów. Wydaje się niewiele, o ile w ogóle da się w nim zamieszkać.
Dom jest na razie własnością Terry'ego Browna, architekta i pracownika Uniwersytetu Architektury i Sztuki w Cincinnati.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl