Gdy sąsiedzi muzyka zobaczyli lądującą na środku drogi maszynę, wezwali policję. Myśleli, że to albo awaria, albo napad na rezydencję gwiazdora, byłego męża Pameli Anderson. Wyjaśnienie okazało się o wiele bardziej prozaiczne. Pilot powiedział zdumionym szeryfom, że jest taksówkarzem i musi odwieźć rockmana na koncert. Jednak mundurowym nie zaimponował. Pilota zatrzymali, maszynę odstawili na policyjny parking, a Tommy Lee pojechał na przesłuchanie.
Prokurator stanowy już postawił pilotowi maszyny zarzuty łamania prawa lotniczego i narażania życia przechodniów na niebezpieczeństwo. Grozi mu kilka lat więzienia i parę tysięcy dolarów grzywny. Rockman też ma problem. Usłyszał zarzut nakłaniania do przestępstwa, bo przecież to on kazał pilotowi wylądować tam, gdzie nie wolno. A co gorsza, na koncert i tak się spóźnił.