Mieszkańcy Ślesina nie muszą wyjeżdżać na Karaiby by pluskać się w ciepłych wodach, pisze "Fakt". Wystarczy, że przyjdą nad swoje jezioro. Woda tam jest tak gorąca, że osiąga nawet 65 stopni Celsjusza.
Wszystkiemu winna jest konińska elektrownia. Rury, którymi przesyła ona wrzącą wodę leżą na dnie jeziora. Dlatego woda w zbiorniku nagrzewa się tak bardzo, że plażowicze, gdy zgłodnieją, mogą w niej bez przeszkód ugotować jajka, czy podgrzać jedzenie.
Ślesińskie jezioro stało się przebojem wśród okolicznych mieszkańców. Choć ciężko w nim pływać. Można się przecież usmażyć w gorącej wodzie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|