To był cios jego życia! 59-letni mieszkaniec japońskiego Odate wyszedł na spacer do lasu. Zbierał jagody, gdy nagle zaatakował go niedźwiedź. W mężczyźnie odezwali się samurajscy przodkowie i z okrzykiem "banzai" wyprowadził pięknego sierpowego. Niedźwiedziowi na kilka minut pociemniało w oczach, a Japończyk uciekł.
Policjanci i myśliwi kręcą z niedowierzaniem głowami. Oni wiedzą, że spotkanie z rozwścieczonym niedźwiedziem zwykle kończy się rozszarpaniem człowieka. Mówią, że gdyby rzucił się do ucieczki, to bestia by go dopadła w mgnieniu oka. Uratowała go... rodzinna tradycja.
"Przodkowie nigdy by mi nie wybaczyli, gdybym uciekł przed zwierzakiem. Dlatego go zaatakowałem" - opisuje zdarzenie 59-latek. Jednym ciosem uratował sobie życie.
Teraz myśliwi szukają niedźwiedzia, żeby go uśpić i wywieźć w odległe góry. Tam nie zagrozi innym, którzy mają w sobie mniej samurajskiego ducha.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|