Szorty, a nie daj Boże wycięte spodenki, do tego trykotowe bluzeczki jak dla niemowlaka i japonki - to jakiś koszmar! Z tym bliskim omdlenia oburzeniem projektanci mody komentują, jak Włosi ubierają się, gdy na dworze jest gorąco. Ubierają się wiadomo - jak na plażę - a to przejaw braku elegancji i szacunku do innych - grzmią styliści!
Upał 40 stopni, żar leje się z nieba, a z człowieka pot. Najchętniej nic by się na siebie nie wkładało i paradowało po ulicy nago. Wiadomo, nie
wypada, no to się zakłada tzw. byle co. Ale dyktatorzy mody pozostają bezlitośni. Właśnie wydali wyrok na miejskich plażowiczów.
Skazani to ci, którzy zarzucają na siebie szorty, bermudy, sandały i tandetne, kolorowe podkoszulki. I zamiast na plażę czy ze śmieciami,
idą do pracy, sklepu czy z wizytą. "To jest wulgarne, w dodatku jest dowodem braku szacunku do innych" - uzasadniają surowy wyrok projektanci.
Trzeba przyznać, że Włosi dopiero od kilku lat są takimi luzakami, jeśli chodzi o ubrania. Wcześniej, posłuszni zaleceniom domów mody,
nawet w 40-stopniowy ukrop chodzili w zapiętym pod szyję krawatem i w garsonkach.
Obecnie luźny strój jest zakazany tylko w kościele.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|