Prawdziwie rajski widok! Piasek, morze i... mnóstwo nagusów. Bałtyckie plaże przeżywają najazd naturystów. Nadmorskie Rowy, Lubiatowo i tradycyjnie Międzyzdroje-Lubiewo to już mekka golasów. Nawet policja zmądrzała i przymyka na to oko! Wracają stare, dobre czasy? Wreszcie!
Zawsze jest tak samo. Czają się przez chwilę na opuszczonej jezdni z dala od zwykłych plaż. Potem wskakują w krzaki. Kilka minut przedzierania się przez chaszcze
i... już są w swoim raju. A tam dziesiątki leżących plackiem nagich współtowarzyszy. A przede wszystkim pięknych, rozgrzanych dziewczyn!
Jak się odnajdują? Pocztą pantoflową i na forach internetowych, których jest już bez liku. Wystarczy poszukać kilka sekund, a dowiemy się, gdzie wyruszyć na nagie plażowanie! A jest na co popatrzeć...
Co na to policja? Nic! "Nikt się nie skarży. U nas nie ma golasów" - zapewniają nieśmiało Dziennik.pl policjanci z Rowów. "Nie wiem, nie słyszałem" - dziwi się oficer z Międzyzdrojów.
Ale gdy przypominamy mu o Lubiewie, wymownie milknie. "A, no tak. Tam lubią się poopalać, ten, no... topless. I to chyba są właśnie ci, no... naturyści" - przypomina sobie nagle. Ale zapewnia, że nikogo to nie gorszy. Nawet jego samego.
Czyżbyśmy wracali do starych, dobrych czasów, gdy cała Polska nuciła pod nosem o nadmorskich golasach? "Jak co roku w Chałupach, gdy zaczyna się upał, słychać wielki szum. Można spotkać golasa, jak na plaży w Mombasa, golców cały tłum. Znów się bedą rozbierać, Miss-Natura wybierać, przez wieś przeszedł dreszcz. W krzakach siedzą tekstylni, gryzą palce bezsilni, zaklinają deszcz..." - śpiewał Zbigniew Wodecki.
Chałupy są już mniej popularne, a Wodecki już o nich nie śpiewa. Może powinien na kanwie starego przeboju stworzyć coś nowego? "Bałtyk, welcome to!".
Jak się odnajdują? Pocztą pantoflową i na forach internetowych, których jest już bez liku. Wystarczy poszukać kilka sekund, a dowiemy się, gdzie wyruszyć na nagie plażowanie! A jest na co popatrzeć...
Co na to policja? Nic! "Nikt się nie skarży. U nas nie ma golasów" - zapewniają nieśmiało Dziennik.pl policjanci z Rowów. "Nie wiem, nie słyszałem" - dziwi się oficer z Międzyzdrojów.
Ale gdy przypominamy mu o Lubiewie, wymownie milknie. "A, no tak. Tam lubią się poopalać, ten, no... topless. I to chyba są właśnie ci, no... naturyści" - przypomina sobie nagle. Ale zapewnia, że nikogo to nie gorszy. Nawet jego samego.
Czyżbyśmy wracali do starych, dobrych czasów, gdy cała Polska nuciła pod nosem o nadmorskich golasach? "Jak co roku w Chałupach, gdy zaczyna się upał, słychać wielki szum. Można spotkać golasa, jak na plaży w Mombasa, golców cały tłum. Znów się bedą rozbierać, Miss-Natura wybierać, przez wieś przeszedł dreszcz. W krzakach siedzą tekstylni, gryzą palce bezsilni, zaklinają deszcz..." - śpiewał Zbigniew Wodecki.
Chałupy są już mniej popularne, a Wodecki już o nich nie śpiewa. Może powinien na kanwie starego przeboju stworzyć coś nowego? "Bałtyk, welcome to!".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane