"To abstrakcja!" - oburza się Marcin Prokop. "Może jeszcze stworzyć dzień nerki albo paznokcia. To urocze, ale bezsensowne. Przecież nikt nie rzuci się na
sąsiada, by go zacałować, a mąż nie będzie nagle całował żony, którą zdążył zdradzić siedem razy. Głupota!" - mówi dziennikarz. Jest święcie przekonany, że to tylko
kolejny pomysł na napełnienie czyichś portfeli. "Starczy już importowanych świąt. Walentynki i inne halloweeny to maszynki do robienia pieniędzy dla kilku grubasów, co siedzą na
jakiejś ciepłej plaży" - z przekonaniem twierdzi Prokop.
Całkowicie beznamiętny jest prof. Lew Starowicz. "A niech się całują!" - mówi seksuolog. "To tak jak z Dniem Kobiet. Na co dzień mało który facet jest tak wylewny
jak 8 marca!" - twierdzi rozdrażniony Starowicz. I zimnym głosem dodaje, że jeśli trzeba wymyślać święto pocałunków, to znaczy, że już kompletnie zapomnieliśmy o
przyjemnościach. "Musimy wymyślać nowe święta, żeby sobie o nich przypomnieć" - dodaje Starowicz. Sam robi to chętnie. "Gdy tylko mam okazję. Technik jest wiele,
ale to, z których korzystam, to zależy od humoru" - mówi. I też nie chce się wdawać w szczegóły. Czy to taka tajemnica?
Bardzo ciepło pomysł odebrała natomiast Renata Beger. "Mnie to ciągle całują, nawet gdy nie ma święta" - cieszy się posłanka. "Dziś mnie cała wioska z
Zachodniopomorskiego obcałowała!" - chwali sie parlamentarzystka. "To jest takie piękne. Niech się ludzie cieszą i odrywają od szarej rzeczywistości" - życzy
Polakom Beger. I przyznaje, że ukradkiem zerka na całujące się na ulicach pary. "I myślę sobie: gdzie te lata!" - zastanawia się posłanka.
I kogo tu słuchać?